wspólna publikacja pism:
Posłaniec Serca Jezusowego (ukazuje się w Polsce od 1872 r.) i Posłaniec Serca Jezusa (ukazuje się w USA od 1917 r.)
październik 2006
misje dzisiaj
Posłuszni nakazowi Chrystusa
strona: 6
Posłuszni nakazowi Chrystusa
W każdym wieku Chrystusowy nakaz: Idźcie i głoście mobilizował chrześcijan, którzy często poświęcali wszystko, aby nieść Dobrą Nowinę, aby dzielić się nią z braćmi i z siostrami. Nie inaczej jest w naszych czasach.
Z Ewangelią wśród Indian
strona: 14
Z Ewangelią wśród Indian »
Historia misji katolickiej na terenie rezerwatu Pine Ridge sięga początków jego powstania. Wielki wódz indiański Czerwona Chmura, po pertraktacjach z rządem amerykańskim w Waszyngtonie, kiedy już zamieszkał w rezerwacie, poprosił władze, aby przysłały do rezerwatu "Czarne Suknie", czyli księży jezuitów celem założenia szkoły dla indiańskich dzieci.
Służba Bogu i bliźniemu
strona: 28
Służba Bogu i bliźniemu »
Być misjonarzem oznacza, że trzeba iść do ludzi, by ich zbliżyć do Pana Boga. Trzeba uczyć ich prawdy i wiary; kłaść nacisk na wiarę. Tłumaczyć, co to znaczy wierzyć, bo wiara to nie wiedza, ale otwarcie się na Boga, na Jego sprawy i na Jego plany.
Malgaska szkoła
strona: 30
Malgaska szkoła
System szkolny na Madagaskarze - przejęty od Francuzów - jest podobny do obowiązującego w Polsce. Struktura nauczania nie różni się od polskiej, ale czas i metoda pracy są zupełnie inne.
Posłaniec / październik 2006 / strona 28 / artykuł
Służba Bogu i bliźniemu
Rozmowa ks. Michała Szuby SJ z ks. kard. Adamem Kozłowieckim SJ, emerytowanym arcybiskupem Lusaki
Co dla księdza Kardynała oznacza być misjonarzem?

Przede wszystkim oznacza to, że trzeba iść do ludzi, by ich zbliżyć do Pana Boga. Trzeba uczyć ich prawdy i wiary; kłaść nacisk na wiarę. Tłumaczyć, co to znaczy wierzyć, bo wiara to nie wiedza, ale otwarcie się na Boga, na Jego sprawy i na Jego plany. To uznanie i przyjęcie miłości i uznanie władzy Pana Boga wobec każdego człowieka.

Ksiądz Kardynał przeszedł gehennę wojny i niemieckich obozów. Jak to się stało, że w powojennej zawierusze Eminencja zdecydował się wyjechać na misje?

Było normalne, że po 5 latach obozu marzyłem o powrocie do Polski, gdyż obydwoje rodzice jeszcze żyli. Szczerze mówiąc, nie wyobrażałem sobie pracy poza Polską. Jednak przełożeni, radując się z tej racji, że tylu jezuitów przeżyło obozy, zwrócili uwagę na potrzeby na polach pracy polskich jezuitów, zwłaszcza na misji w Rodezji Północnej (dzisiejsza Zambia). Monsignor Wolnik, przełożony ówczesnej misji, pisał, że jeżeli w ciągu 6 miesięcy nie dojdzie do nich 3 księży, to będzie zmuszony opuścić przynajmniej 2 misje. Było mi głupio nie zgłosić się, ale myślałem, że tego nie wezmą na serio, zwłaszcza, że pan prof. Kot, polski ambasador we Włoszech, chciał nam załatwić powrót do Polski, a nawet przekonywał, że w Polsce jesteśmy bardziej potrzebni, bo trzeba tam bronić Kościoła przed komunizmem, bo to jest rzeczywiste zagrożenie dla polskiego Kościoła.
Pewnego popołudnia zadzwonił telefon z ambasady angielskiej i powiedziano mi, że mam pozwolenie na wjazd do Rodezji Północnej, ale sam muszę załatwić sobie przejazd. Ojciec wikariusz generalny Towarzystwa Jezusowego wezwał mnie i powiedział, że to jest signum voluntatis divinae (znak woli Bożej) i zapytał mnie, kiedy bym chciał jechać. Odpowiedziałem, że pytanie jest źle postawione, bo ja nie mam ochoty na wyjazd do Afryki, ale jeśli to jest rozkaz, to pojadę. Powiedział mi, że jego życzeniem jest, bym pojechał. Według naszego rozumienia posłuszeństwa życzenie przełożonego trzeba wziąć na serio, więc się zgodziłem. Pojechałem i nie żałuję. Przyjechałem do Zambii, wtedy jeszcze do Rodezji Północnej, 14 IV 1946 r. Od tego czasu minęło już 60 lat.

Czy w dzisiejszym świecie łatwiej jest być misjonarzem niż w czasach, gdy ksiądz Kardynał wyjeżdżał na misje?

Trudno na to pytanie odpowiedzieć. Wydaje się, że się zmieniły warunki polityczne i socjalne. Dawniej były inne problemy, np. ze zdrowiem czy z niebezpieczeństwami. Dawniej były inne choroby, teraz są inne. Kiedyś trzeba było bać się dzikich zwierząt, a teraz ludzi. Dziś większym utrudnieniem są negatywne wpływy różnych protestanckich Kościołów i sekt. Również po Soborze, i to głównie wśród Białych, jest dziwne podejście, że każda wiara jest dobra. Wyczuwa się pewną obojętność, gdy chodzi o nauczanie wiary katolickiej. Myli się nauczanie wiary z jej narzucaniem, wolność z obowiązkiem. A Chrystus powiedział wyraźnie: Idźcie i nauczajcie...

Czy dzisiaj Afryka ma już własne powołania, czy też wciąż potrzebuje misjonarzy z zewnątrz? Jeśli potrzebuje, to jakimi cechami powinni odznaczać się kandydaci do pracy misyjnej?

Afryka ma już sporo swoich powołań, ale też nadal potrzebuje misjonarzy. Istnieje pewne niezrozumienie. W tych czasach kładzie się zbyt duży nacisk na formację intelektualną, a mniejszy na formację duchową i emocjonalną, a zwłaszcza na formację woli. Europa ma swoje problemy z nacjonalizmem, tu nadal mamy kłopoty z trybalizmem. Nowi misjonarze powinni być świadomi, że mają być dobrymi kapłanami posłanymi do Czarnych - ludzi równych sobie. Powinni to być ludzie z wyrobioną wolą, zdolni do wyrzeczeń i poświęceń. Powinni być lojalnymi wobec zwyczajnego nauczania wyrażanego przez Ojca Świętego i dyscyplinę Kościoła. W tych czasach niemodne jest słowo dyscyplina kościelna. Wydaje się być warunkiem koniecznym, by misjonarze umieli zachować się w trudnych sytuacjach i nie dawali się sprowokować. Powinni grzecznie i bez irytacji tłumaczyć punkt widzenia Kościoła.

Jaka jest rola misjonarzy świeckich w misyjnej pracy ewangelizacyjnej?

Świeccy misjonarze mają w ewangelizacji dużą rolę do spełnienia. Mają być pomocą w nauczaniu przez swe przykładne życie, by ich styl życia nie niszczył tego, czego uczy Kościół. Oczekuje się od katolików, że nie będą dawać złych przykładów i tym samym nie będą przekreślać pracy innych. Ich sposób życia powinien pomagać ludziom, z którymi pracują, by wyrośli oni na dobrych mężów czy ojców, na dobre żony czy matki. W żadnym wypadku nie powinni okazywać, że oni są wyższymi i że przyszli tylko pomagać. Liczy się ich charakter i zainteresowanie.

Pracując na misyjnej stacji, jest ksiądz Kardynał niezwykłym przykładem pokory i służebnej roli biskupa, który bezpośrednio służy ludziom z dala od kurialnych salonów. Co sprawia, że właśnie w pracy czuje się Eminencja najbardziej potrzebnym?

To nie jest ćwiczenie się w pokorze, ale istotna prawda. Rola biskupa w Kościele jest rolą służebną. Chrystus nie przyszedł, aby Mu służono, ale by służyć. Ponadto biskup to nie dyktator, ale stróż wiary, stawiający sprawy wiary jasno i prosto. Powinien unikać relatywizmu, nie może mówić, że pewne sprawy można różnie tłumaczyć, że to są drobiazgi. W sprawach Bożych nie ma drobiazgów. Biskup nie może unikać kłopotów. Kłopoty były, są i będą. Jego kłopoty skończą się 5-10 minut po końcu świata. Czuję się potrzebnym, bo ludzie mają do mnie zaufanie.

Jaki był najradośniejszy moment, a jaki najtrudniejszy w tej wieloletniej, a jakże różnorodnej i owocnej posłudze księdza Kardynała w Afryce?

Chyba najradośniejszym momentem był przyjazd ex-więźniów, głównie z Dachau, do Zambii. A bardzo nieprzyjemnym momentem była sprawa ex-jezuity, kolegi z dawnych czasów; jego choroby i rzekomego samobójstwa w zakładzie dla psychicznie chorych. Innym bardzo przykrym po dziś dzień problemem jest brak pomocnika (prywatnego sekretarza). Nigdy nie dostałem właściwej odpowiedzi na moje pytanie: Co chcecie, bym robił? Nie dano mi też nikogo do pomocy, zwłaszcza w korespondencji, a tę mam dość szeroką. Mam dużo korespondencji i boli mnie to, że nie daję rady odpowiedzieć na stertę listów. Kiedyś byłem w stanie napisać 20 do 30 listów dziennie, a teraz tylko 1 lub 2. Odpowiadam na listy sprzed 2, 3 lat.

Posłaniec ukazuje się w Polsce i w Ameryce. Co jeszcze ksiądz Kardynał chciałby powiedzieć dzisiejszemu człowiekowi, żyjącemu w dobrobycie świata zachodniego?

Moim zdaniem trzeba skończyć z hegemonią "białej Europy" w Kościele katolickim. Tak jak kiedyś apostołowie, kiedy Żydzi zamknęli się na chrześcijaństwo, zwrócili swe zainteresowanie ku innym narodom o innej nieżydowskiej kulturze, przejęli z niej, co było dobre, i uświęcili ją, tak i teraz, kiedy najstarsze kraje katolickie odrzucają rolę Kościoła, trzeba bardziej otworzyć się na problemy i potrzeby nowych narodów o innej kulturze i zwyczajach; i do tego się pozytywnie ustosunkować. Kościół katolicki jest Kościołem powszechnym na całym świecie, a Europa jest tylko jedną jego cząstką; i to wcale nie największą. Nie ma ona też monopolu na wiedzę i wiarę. W odnowie Kościoła trzeba brać pod uwagę socjoekonomiczne problemy wszystkich narodów. Tym bardziej, że w "białej Europie" następuje "milcząca secesja" Kościoła katolickiego.
Polska jest jednym z najbardziej katolickich krajów w Europie. Ale jest też bardzo duży nacisk europejskiej opinii, by ten kraj zlaicyzować i oderwać od wiary. Trzeba zatem zwrócić uwagę na obronę i odnowę rodzin. Trzeba zwrócić uwagę na wychowanie dzieci, bo te często są zaniedbane z prostego powodu, że ojciec i matka muszą pracować, by zapewnić rodzinie byt materialny.
Zambia potrzebuje pomocy. Ma już powołania, ale mimo to wciąż zamyka się stacje misyjne, bo nadal brak jej księży. Stale zwiększa się liczba katolików w miastach i tam otwiera się nowe parafie. Stąd pewna tendencja zaniedbania małych stacji misyjnych, zwłaszcza, jeżeli nie są one w stanie same się utrzymać.
Życzę katolikom polskim i gorąco Pana Boga o to proszę, by ich wiara została pogłębiona, by ich rodziny stały się prawdziwie chrześcijańskimi i aby polskie instytucje zostały do głębi uczciwe i możliwie chrześcijańskie.
Ks. Michał Szuba - jezuita, od 1968 r. pracuje jako misjonarz w Zambii, obecnie w Kabwe. Był przełożonym placówek misyjnych m.in. w Chingombe, Lusace i w Kasisi.
wybrane artykuły publikowane w POSŁAŃCU nr październik 2006:
dostępność w sprzedaży POSŁAŃCA nr październik 2006:
© Wszystkie prawa zastrzeżone. • WydawnictwoWAM.pl • 2006-2010
Udostępnione informacje nie mogą być kopiowane i publikowane bez naszej zgody.